Białoruś: "Albo wychodzimy wszyscy, albo będą nas zabijać pojedynczo"

Reklama

ndz., 11/15/2020 - 13:23 -- zzz

"Ja wychodzę!" - to ostatnie słowa, jakie pobity na śmierć 31-letni Raman Bandarenka napisał na osiedlowym czacie, gdy zobaczył pod swoim oknem tajniaków, zrywających biało-czerwono-białe flagi na "Placu Przemian" w Mińsku. Pod tym hasłem dziś w Mińsku i w innych białoruskich miastach wyszły na ulice tysiące ludzi. Dochodzi do brutalnych zatrzymań, milicja używa gazu i granatów hukowych. Padły strzały.

Protest pod Ambasadą Białorusi w dzień po śmierci Aktywisty Białoruskiego.  Fotoreportaż.

Raman Bandarenka zamordowany przez siepaczy Łukaszenki

"Albo wychodzimy wszyscy, albo będą nas zabijać pojedynczo" - napisano wczoraj na kanale Nexta w Telegramie. Dziś o godz. 10 czasu polskiego zaczęła się demonstracja, która miała przybrać postać marszu - od stacji metra Puszkinskaja, gdzie 10 sierpnia milicja zastrzeliła Alaksandra Tarajkouskiego, do tzw. Placu Przemian, gdzie w środę brutalnie zatrzymano Ramana Bandarenkę, który w wyniku ciężkiego pobicia zmarł w czwartek wieczorem w szpitalu.

Na "Placu Przemian", według relacji Biełsatu, funkcjonariusze oddali strzały w tłum zebranych tam ludzi. Informację o strzelaniu do protestujących gumowymi kulami podaje też m.in. Reuters. Białoruskie media donoszą o rzucaniu granatów hukowych bezpośrednio w demonstrujących ludzi. Telewizja Biełsat prowadzi wideorelację na żywo.

Przy stacji Puszkinskaja jeszcze przed rozpoczęciem demonstracji na protestujących czekały liczne oddziały funkcjonariuszy, które atakowały zbierających się ludzi.

Na niepokojącym nagraniu widać, jak kobiety usiłują nie dopuścić do zatrzymania młodego mężczyzny. Krzyczą: "on jest nieprzytomny!", gdy padł na ziemię po ciosie, zadanym przez zamaskowanego funkcjonariusza.

Na innym nagraniu widzimy, jak radiowóz niebezpiecznie przyspiesza, goniąc (usiłując potrącić?) jednego z uciekających demonstrantów. Na szczęście, mężczyźnie udaje się w ostatniej chwili przeskoczyć barierkę oddzielającą dwa pasy jezdni.

Nie mamy jeszcze informacji o liczbie rannych podczas dzisiejszych protestów. Mimo problemów z mobilnym internetem, jakie sygnalizują od rana obecni w Mińsku dziennikarze, docierają do nas kolejne obrazy, pokazujące efekty policyjnej brutalności.

Centrum praw obrony człowieka "Wiasna", na uzupełnianej na bieżąco liście zatrzymanych, podaje już 184 nazwiska. Niezależne Białoruskie Stowarzyszenie Dziennikarzy (BAŻ) podało, że zatrzymano sześciu dziennikarzy.

W pobliżu stacji Puszkinskaja milicja użyła granatów hukowych.

Widać też funkcjonariuszy atakujących protestujących pałkami i gazem.

Na "Placu Przemian" w Mińsku jest gęsto od ludzi. Skandują stare hasło białoruskiej opozycji: "wierzymy, możemy, zwyciężymy".

Tam też dochodzi do brutalnej pacyfikacji.

Według Wiasny zatrzymania do tej pory przeprowadzono w Mińsku, Bobrujsku, Nowogródku, Witebsku, Homlu, Swietłogorsku.

Demonstracja odbywa się też w Żodzinie, mieście położonym ok. 50 km na wschód od Mińska, gdzie mieści się fabryka samochodów ciężarowych BiełAZ, w której dochodziło do akcji strajkowych przeciwko sfałszowaniu wyborów na korzyść Łukaszenki. Zgromadzeni skandują: "Ja wychodzę!".

Rzeczniczka mińskiej milicji Natalla Hanusiewicz potwierdziła agencji Interfax-Zapad, że dochodzi do zatrzymań. Serwis dodaje, że zatrzymano kilku dziennikarzy.

W Mińsku są problemy z łącznością przez mobilny internet. Zamknięto część stacji metra.

To 99. dzień protestów po wyborach prezydenckich, które odbyły się 9 sierpnia.

 

Autor: 
Katarzyna Barczyk
Źródło: 

onet

video: 
Polub Plportal.pl:

Reklama