6 lat rządów PIS: Śmierć 150 tys. Polaków, utrata części terytorium, drożyzna 50%, inflacja 9%

Reklama

wt., 10/26/2021 - 10:56 -- zzz

Dokładnie sześć lat temu PiS przejął władzę w Polsce. 26 października, dzień po wyborach parlamentarnych, de facto rozpoczęła się "dobra zmiana". No ale czy rzeczywiście taka dobra? Nie dla tych, którzy jedzą dużo chleba i ziemniaków oraz często chodzą - albo co gorsza, jeżdżą pociągiem - do lekarza lub fryzjera. Sprawdziliśmy, jak przez ten czas zmieniły się w Polsce ceny.

Od momentu, gdy Polacy uwierzyli w "dobrą zmianę", obietnice 500 plus i obniżenia wieku emerytalnego, mija właśnie sześć lat. 25 października 2015 r., podczas wieczoru wyborczego, najważniejsi politycy PiS z Beatą Szydło na czele mogli świętować. A kolejnego dnia rozpoczęła się nowa epoka w polskim życiu politycznym i gospodarczym, choć tak naprawdę wiatr zmian zawiał kilka miesięcy wcześniej, gdy wybory prezydenckie wygrywał Andrzej Duda.

 

Gdy sześć lat temu PiS przejmował władzę, litr benzyny "95" kosztował 4,36 zł. Dziś to już prawie 6 zł. Patrzenie jednak na czasy "dobrej zmiany" tylko przez pryzmat cen byłoby sporym uproszczeniem. Postanowiliśmy więc podejść do tego tematu kompleksowo.

Do naszej analizy wzięliśmy pod uwagę ceny detaliczne z września 2015 r. oraz te dzisiejsze. Dlaczego z września skoro wybory odbywały się w październiku? Wszystko po to, by porównywać wrzesień w wrześniem. A ponieważ danych za tegoroczny październik GUS jeszcze nie opublikował, to musieliśmy posłużyć się stosunkowo najbardziej miarodajnymi wartościami.

Do analizy wykorzystaliśmy wszystkie produkty, które co miesiąc analizuje Główny Urząd Statystyczny. Są to zarówno żywność, artykuły nieżywnościowe oraz inne usługi związane z konsumpcją.

 

Mniej chleba i ziemniaków na polskich stołach

Największe negatywne różnice widać w kategoriach żywności najbardziej popularnych wśród Polaków. Gdy PiS przejmował władzę, za bochenek chleba pszenno-żytniego trzeba było zapłacić w sklepie 2,19 zł. Dziś jest to już średnio 3,21 zł, czyli o ponad złotówkę więcej, a więc plus 47 proc.

Jeszcze mocniej zdrożały ziemniaki, czyli kolejny stały bywalec polskich stołów. Za kilogram trzeba dziś zapłacić średnio 1,82 zł. Sześć lat temu było to raptem 1,17 zł, czyli podwyżka wyniosła aż 56 proc.

Porównanie cen żywności we wrześniu 2015 i 2021 r.

Foto: GUS / OnetPorównanie cen żywności we wrześniu 2015 i 2021 r.

To dwa najmocniej drożejące produkty żywnościowe, ale w górę poszły ceny dosłownie wszystkich artykułów, analizowanych przez Główny Urząd Statystyczny. Kolejne przykłady to kiełbasa wędzona (kilogram podrożał z 15,5 do 22,2 zł, czyli o 43 proc.), masło (42 proc. w górę) czy cebula (44 proc.).

Z kolei okres rządów PiS to raj dla amatorów nabiału. Mleko przez sześć lat zdrożało zaledwie o 7 proc., a twaróg - o 11 proc.

Lekarz, fryzjer, pociąg. Drożej o 60 proc.

W przypadku usług konsumpcyjnych wzrosty cen również mogą przyprawić o zawroty głowy. Weźmy na przykład wizytę u lekarza, co w dzisiejszych czasach jest dla wielu Polaków szczególnie istotne.

We wrześniu 2015 r. porada specjalisty kosztowała niespełna 90 zł. Dziś jest to blisko 140 zł, co oznacza podwyżki rzędu 55 proc.

Ale to i tak nic w porównaniu z innymi usługami. Bilety kolejowe na trasie liczącej ok. 300 km to dziś wydatek rzędu 78 zł. Jeszcze sześć lat temu taka podróż kosztowała średnio 47 zł. Jest więc drożej o prawie 66 proc.

Porównanie cen usług i artykułów nieżywnościowych we wrześniu 2015 i 2021 r

Porównanie cen usług i artykułów nieżywnościowych we wrześniu 2015 i 2021 r

Więcej zapłacimy również za wizytę u fryzjera. We wrześniu 2021 r. strzyżenie męskie oznaczało wydatek rzędu niespełna 29 zł wobec ledwie 17 zł sześć lat temu. Podwyżka? 68 proc. tylko za rządów PiS.

Warto jednak zauważyć, że w przypadku dwóch ostatnich spore znaczenie może mieć pandemia. Wielu przedsiębiorców z branży beauty nie mogło działać przez wiele miesięcy, co teraz próbuje rekompensować sobie w cenach usług. Stąd też może wynikać wyższa cena. We wrześniu 2019 r. strzyżenie męskie kosztowało nieco ponad 21 zł, więc największy wzrost przypadł właśnie na okres pandemii.

W przeciwieństwie do produktów spożywczych, wśród artykułów i usług nieżywnościowych są też takie, które mimo upływu czasu potaniały. Mniej płacimy dziś m.in. za 32-calowy telewizor (1015 zamiast 1141 zł), bilet autobusowy (taniej o prawie jedną czwartą) oraz opakowanie zawierające 10 tabletek doksycykliny, czyli popularnego antybiotyku (taniej o 5 proc.).

 

Ceny rosną, ale pensje również

Politycy PiS, z prezydentem i premierem na czele, często zwracają uwagę, że choć rzeczywiście drożyzna szaleje, to Polaków i tak stać na znacznie więcej niż kilka lat temu, bo pensje rosną znacznie szybciej.

Tak było przy okazji dyskusji o prawie 6-procentowej inflacji, podobne argumenty władze podnosiły w kontekście drożejącego w ostatnich tygodniach paliwa.

Jak więc powyższe ceny mają się do zapewnień premiera i prezydenta? W kilku przypadkach: nijak. Bo mimo wzrostu pensji, dziś za średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw możemy kupić mniej chleba czy ziemniaków.

W tym pierwszy przypadku odnotowaliśmy spadek z 1854 do 1820 bochenków, a w drugim - z 3469 do 3209 kg, czyli o ponad ćwierć tony.

Za średnią krajową dziś kupimy też mniej więcej tyle samo cebuli, kiełbasy czy masła, co sześć lat temu.

Co poza żywnością? Stać nas na mniej podróży pociągiem (75 zamiast 86), wizyt u lekarza (42 zamiast 45), fryzjera (203 zamiast 236). Szybciej od pensji drożeją również lodówki. Dziś za średnią wypłatę kupimy trzy takie sprzęty, sześć lat temu wystarczyłoby na jedną chłodziarkę więcej.

To jednak mimo wszystko wyjątki. Wiele produktów i usług drożało bowiem przez ostatnie sześć lat znacznie wolniej od tempa wzrostu wynagrodzeń. Obecnie stać nas na ponad 500 litrów mleka więcej niż we wrześniu 2015 r. Kupimy też za średnią pensję dodatkowe 120-130 litrów benzyny.

 

Spore różnice dotyczą również chemii gospodarczej (mydło, proszek do prania, pasta do zębów) czy sprzętów AGD (odkurzacz, pralka).

Należy jednak pamiętać, że w danych miesięcznych GUS nie widać jeszcze np. planowanych od przyszłego roku wzrostów cen energii elektrycznej czy gazu ziemnego. Oraz faktu, że szalejąca od kilku miesięcy inflacja zapewne nie powiedziała ostatniego słowa. Według niektórych ekonomistów na początku przyszłego roku może sięgnąć nawet 7 proc.

Z kolei jeszcze inni eksperci alarmują, że gdyby nadal przedłużało się zatwierdzenie polskiego KPO, to nie da się wykluczyć nawet 9-proc. inflacji.

 

Pod rządmi PIS Polska utraciła na rzecz Danii terytorium o powierzchni około 6 Warszaw - 2880 km2

Rząd tzw. „polski”, w skryty sposób dopuścił się najgorszej zdrady interesów Państwa polskiego i pozbył się ogromnych obszarów na rzecz obcych państw.

Straciliśmy część naszego terytorium o powierzchni 2880 km2 obszaru morza bez jednego wystrzału!

Dopuszczenie do pomniejszenia terytorium Polski o 2890 km2 na korzyść innego państwa, w czasie tzw. „pokoju”, to nie lada wyczyn, a raczej brak odpowiedzialności politycznej, bo działanie na korzyść innych podmiotów zewnętrznych zawsze łączy się ze zdradą.

Dla uzmysłowienia jak wielką stratę terytorialną Polska poniosła na rzecz Danii: powierzchnia Warszawy wynosi 517,2 km². Stracone terytorium to prawie 3000 km2. Czyli PIS oddał bezpowrotnie we władanie Danii powierzchnię sześciu Warszaw.

Czytaj więcej: https://salonpolityczny.plportal.pl/artykuly/politycznie-komentatorzy/pi...

 

150 tys ofiar ministra Niedzieskiego

Makabryczna decyzja Ministra Zdrowia Sławomira Niedzielskiego bezpośrednio doprowadziła do śmierci około 150 tys. Polaków, ponieważ umarli z braku pomocy opieki zdrowia. To prawie tyle, ile wymordowali Niemcy w Powstaniu Warszawskim.

"Planowe zabiegi i świadczenia medyczne powinny zostać wstrzymane". Taki apel do placówek opieki zdrowotnej wystosował na polecenie ministra zdrowia Narodowy Fundusz Zdrowia.

Wskutek tej zbrodniczej decyzji zaniechano leczenia chorób innych niż zakażonych na Covid-19. W rezultacie zmarło około 150 tysięcy Polaków na rzekome choroby współistniejące.

 

Po wejściu w życie Nowego Ładu Polska prawdopodobnie zajmie pierwsze miejsce w świecie, gdzie najtrudniej robi się biznes.

 

Z zestawienia TMF Group „Global Business Complexity Index 2021 można stwierdzić, że jest naprawdę fatalnie. W Europie tylko we Francji trudniej mieć biznes niż w Polsce. W ogólnoświatowym zestawieniu znaleźliśmy się z kolei na miejscu 10. W ogólnoświatowym zestawieniu „wygrywają” takie państwa jak Brazylia, Francja, Meksyk, Kolumbia i Turcja.​

Po wejściu w życie Nowego Ładu Polska prawdopodobnie zajmie pierwsze miejsce w świecie, gdzie najtrudniej robi się biznes.

 

 

Autor: 
zzz
Źródło: 

onet/plportal.pl

Polub Plportal.pl:

Reklama