Onet: "To polityczna zemsta za zdradę PiS". Piotr Kowalczyk opowiada o kulisach akcji CBA

Reklama

ndz., 04/25/2021 - 12:00 -- zzz

- Dopóki byłem szefem PiS w Lublinie, partia ta miała współudział w sprawowaniu władzy w mieście. W momencie kiedy postawiłem na rozwój miasta i tym samym zawiązałem współpracę z Krzysztofem Żukiem, co skutkowało bezpowrotnym do dziś odsunięciem PiS od władzy w mieście, wydano na mnie wyrok - mówi w rozmowie z Onetem Piotr Kowalczyk, były przewodniczący Rady Miasta Lublin.

3 grudnia 2019 r. CBA zatrzymało Piotra Kowalczyka po przeprowadzeniu specjalnej operacji. Podający się za biznesmena agent CBA chciał wybudować wieżowiec w Lublinie. Pomóc miał mu w tym m.in. były przewodniczący Rady Miasta. Zdaniem śledczych zatrzymani Piotr Kowalczyk, Maciej Sz., Adam M. oraz Mariusz P. powoływali się na wpływy w Ratuszu i Lubelskim Urzędzie Wojewódzkim w czasach, kiedy wojewodą był Przemysław Czarnek.

Na wniosek Prokuratury Okręgowej w Zamościu Kowalczyk został tymczasowo aresztowany. W wyniku zażalenia sąd wyższej instancji zwolnił go z aresztu po 14 dniach. Jego obrońcą był m.in. mec. Roman Giertych. Pod koniec marca br. do sądu trafił akt oskarżenia. Całej czwórce grozi do ośmiu lat więzienia. Jak nam mówi Kowalczyk, ma być przykładem dla ludzi, którzy porzucają PiS.

Sebastian Białach, Onet: Rozmawiamy w pańskim biurze, gdzie 3 grudnia 2019 r. został pan zatrzymany przez CBA. Wspomnienia często wracają?

Piotr Kowalczyk: Owszem wracają. Szczególnie gdy o sprawę pyta rodzina lub przyjaciele. To niełatwe wspomnienia z kategorii tych, których nie życzę nikomu, ale proszę mi wierzyć, człowiek jest w stanie przeżyć wszystko. A ja nie należę do ludzi słabych. Myślę wręcz, że jest odwrotnie. Moje życie i doświadczenia spowodowały, że mimo wszystko funkcjonuję w normalnym trybie. Największy ból czuję gdy widzę zmartwienie mojej żony i dzieci. Ich łez nie wybaczę nigdy.

"Tak działają państwa totalitarne"

Po wyjściu z aresztu nie mógł pan udzielać zbyt wiele informacji, ponieważ obawiał się pan ujawnienia materiałów ze śledztwa. Teraz może pan o tym rozmawiać?

Wciąż nie mogę powiedzieć wszystkiego. Z dwóch powodów: po pierwsze materiały ze śledztwa nie zostały odtajnione, a po drugie ja sam ze wszystkim nie zostałem zapoznany. Ani ja ani moi pełnomocnicy nie otrzymaliśmy dostępu do całości materiału dowodowego. Mogę się odnosić tylko do faktów z aktu oskarżenia, bo te zostały ujawnione. Zresztą w absurdalnych warunkach. O treści aktu oskarżenia dowiedziałem się od dziennikarzy, którzy mogli się z tym zapoznać wcześniej niż ja jako osoba współoskarżona. Żyjemy w chorych czasach, w których bardzo komuś zależy na tym żeby wersja prokuratury dostała się do wiadomości publicznej nie dając mi żadnych szans na udzielenie rzetelnej odpowiedzi. Tak działają państwa totalitarne.

W grudniu 2019 r. został pan tymczasowo aresztowany na dwa tygodnie. A prokuratura postawiła panu zarzut tzw. płatnej protekcji, powoływania się na wpływy w instytucjach państwowych i samorządowych. W zamian za pomoc w załatwieniu zgody na budowę "budynku mieszkalno-usługowego" przy ul. Zana w Lublinie miał pan dostać milion złotych. Muszę o to zapytać, zrobił to pan?

Oczywiście, że nie. Nie zrobiłem niczego niezgodnego z prawem. Przypominam, że pierwsza informacja brzmiała tak jakbym przyjął milion złotych w zamian za załatwienie pozwolenia na budowę budynku wysokościowego przy ul. Zana w Lublinie. Komunikat CBA był zdawkowy, zabrzmiało to mocno i osiągnięto swój efekt. Opinia publiczna została przekonana, że chodziło o "załatwienie" decyzji w zamian za milion złotych.

W rzeczywistości od kilku miesięcy wraz z architektem Adamem M. prowadziłem spółkę projektową, której przedmiotem było opracowywanie pełnej dokumentacji budowlanej dla potrzeb różnych inwestycji. To była regularna praca z zakresu przygotowywania inwestycji, która kończy się uzyskaniem przez biuro projektowe pozwolenia na budowę. Żaden, podkreślam żaden inwestor nie podpisze z biurem projektowym umowy, która nie będzie posiadała wymogu uzyskania pozwolenia na budowę.

Powiem więcej, również sądy i prokuratury zlecając projektowanie swoich budynków wpisują do umów, że biuro projektowe musi uzyskać decyzję o pozwoleniu na budowę. I żeby było jasne, to bardzo słuszne, bo jakim cudem ktoś miałby wydać niemałe pieniądze na prace projektowe gdyby nie było zapisu, że prace te mają być zwieńczone pozwoleniem na budowę? Moi obrońcy złożyli do akt kilka przykładowych umów zawieranych przez sądy i prokuratury w latach ubiegłych, gdzie wprost jest napisane, że biuro projektowe ma uzyskać pozwolenie na budowę. Te umowy są jawne i powszechnie dostępne. Prokurator zapoznał się z nimi i myślę, że dało mu to trochę do myślenia, bo kwestia ta przestała być dominująca.

To skąd ten milion?

To kwestia samej domniemanej wysokości tzw. korzyści majątkowej. Chciałbym, żeby dobrze wybrzmiało, że umowa którą podpisywałem na projektowanie wysokościowca potocznie zwanego drapaczem chmur przy ul. Zana opiewała na znacznie wyższe wynagrodzenie niż ten milion, o którym CBA tak chętnie informowało opinię publiczną. Wynagrodzenie zawarte w umowie, którą podpisałem z agentem CBA było wyższe nie dlatego, że była tam jakaś nielegalna korzyść, tylko dlatego, że to rzeczywiście tyle kosztuje. Wiedzą o tym inwestorzy z branży budowlanej oraz projektanci.

Ostatnio jedna z firm zleciła zaprojektowanie niezbyt trudnej inwestycji rzędu kilku kondygnacji w ścisłym centrum Lublina. Wartość tej dokumentacji będzie oscylowała w granicach miliona złotych. A podkreślam, projekt nie jest mocno wymagający w odróżnieniu do tego co chciał budować agent CBA udający słowackiego inwestora. Chciał wybudować najwyższy budynek w naszym województwie o niepowtarzalnej bryle oraz najlepszym wykończeniu. To miał być najbardziej prestiżowy budynek w regionie.

Prokurator, który przygotował akt oskarżenia nie dostrzega pańskiej niewinności. Z kolei pan w swoim oświadczeniu nazwał to "subiektywną wizją i wersją zdarzeń prokuratury".

Nie dostrzega, bo nie może dostrzegać. Gdyby w sprawie rzetelnie ważył dowody na moją winę i niewinność musiałby umorzyć postępowanie wobec mnie. A wtedy szybko skończyłby swoją karierę w zamojskiej prokuraturze okręgowej i wylądował jako podrzędny prokurator np. w Suwałkach zajmujący się kradzieżami kieszonkowymi. Jego kariera za czasów tzw. dobrej zmiany również wiele tłumaczy. Już nie mówię o tym, że cała sprawa trafiła do prokuratury zamojskiej, która ma opinię naprawdę wyjątkowo wyrozumiałej dla ludzi obecnej władzy, a jednocześnie bezwzględnej dla krytyków tego rządu.

Wątpliwości w akcie oskarżenia

Z aktu oskarżenia wynika, że to podstawiony agent był zainteresowany usługami pańskiego byłego wspólnika Adama M.

Był zainteresowany działką, dla której mój były wspólnik zrobił koncepcję kilka lat wcześniej. Wtedy się jeszcze nie znaliśmy. To była również działka przy ul. Zana, tylko w innym miejscu.

Maciej Sz. miał polecić agentowi CBA zarezerwowanie 1 mln zł na tzw. "sponsoring dla ludzi", potrzebny przy uzyskiwaniu pozwolenia na budowę.

Maciej Sz. to jedyna osoba, która z całą pewnością jest winna w całej sprawie. Zresztą przyznał się do popełnianego czynu. Ten człowiek snuł swoje wizje finansowe wobec agenta na kilka miesięcy wcześniej zanim trafił do mojej firmy. W czasie kiedy nie miałem o niczym pojęcia, tj. w lipcu 2019 r. rozmawiał z agentem o 1 milionie w odniesieniu do innej nieruchomości niż ta, w związku z którą mnie zatrzymano! O tej rozmowie dowiedziałem się dopiero z akt sprawy.

Przypomnę, że do mnie agent wraz z Maciejem Sz. trafili dopiero w październiku 2019 r. To jakiś absurd. Jak mogę odpowiadać za słowa innego człowieka, który gdy je mówił to jeszcze dla mnie nie istniał oraz za inwestycję na działce, o której nie miałem zielonego pojęcia? Moim zdaniem ten milion, którego Maciej Sz. zażądał od agenta na tzw. sponsoring, od początku miał być przeznaczony tylko dla niego. To była próba pozyskania przez niego dużych pieniędzy w sposób nielegalny.

Znacie się dobrze z Maciejem Sz.?

Widziałem go kilka razy w życiu. Pośrednik jak każdy inny. Jako, że jestem również inwestorem z branży nieruchomości, często przewijają się u mnie w firmie pośrednicy chcący coś kupić lub sprzedać.

Zasięgnąłem na jego temat opinii wśród ludzi, którzy go znają. Przyznawał się, że od dłuższego czasu leczy się psychiatrycznie i jest pod stałą opieką lekarską.

W akcie oskarżenia jest napisane, że pozostaje to bez wpływu na jego postawę w śledztwie. Gratuluję prokuraturze takiego świadka. To draństwo, że człowiek który jest winny w całej sprawie, w zamian za to, że się przyzna i obarczy winą innych dogaduje się z prokuraturą celem uzyskania nadzwyczajnego złagodzenia kary. W zamian za swój niski wyrok stwierdził, że powoływałem się na wpływy u prezydenta Lublina. Nie określił jednakże kiedy to było, przy jakiej okazji, w którym miejscu. Żadnych, powtarzam żadnych szczegółów. Nie mógł ich podać, bo czegoś takiego nie było. Maciej Sz. dobrze o tym wie. Zresztą na pewno pamięta, jak opowiadał agentowi, że znam bardzo dobrze prezydenta Żuka, ale nigdy nie wykorzystam tej znajomości. To wprost wynika z dowodów znajdujących się w aktach sprawy, a mimo wszystko zostało przez prokuratora pominięte milczeniem. Niecierpliwie czekam na konfrontację z Maciejem Sz.

Przecież prokuratura zarzuciła wam działanie wspólnie i w porozumieniu.

CBA i prokuratura stawały na głowie aby znaleźć dowody na moje kontakty z pozostałymi współoskarżonymi. Nie znalazły żadnych połączeń pomiędzy mną a Mariuszem P. i Maciejem Sz., bo ich po prostu nie było. Żadnych kontaktów telefonicznych. Nic. Są połączenia pomiędzy mną a Adamem M., co nie dziwi biorąc pod uwagę, że wówczas był jeszcze moim wspólnikiem. Dziwne to działanie wspólnie i w porozumieniu kiedy ludzie nie widzą się od kilku lat. A ja nie widziałem Mariusza P. półtora roku przed zatrzymaniem. To jak wspólnie i w porozumieniu z nim miałem coś zrobić?

A z każdym potencjalnym klientem umawia pan rozmowę u prezydenta Lublina?

Trzeba mocno zaznaczyć, że spotkanie takie odbyło się na wyraźne żądanie inwestora, czyli agenta CBA. Zresztą było ono słusznie umotywowane. Agent twierdził, że nie zakupi wartego kilkadziesiąt milionów gruntu jeżeli władze miasta nie chcą drapacza chmur w swoim mieście. Taka inwestycja jest rzeczywiście wyjątkowa i w każdym mieście wywołuje jakieś mniejsze lub większe kontrowersje. W Lublinie nie ma wysokościowca z prawdziwego zdarzenia. To miała być pierwsza taka inwestycja w regionie.

A co do samego spotkania inwestora z prezydentem miasta to chciałbym zadać pytanie. Co w tym złego? Czy spotkanie odbywało się na cmentarzu w godzinach nocnych? Bo taki klimat spotkania chce narzucić prokurator. Nie. Spotkanie odbyło się w Ratuszu, w urzędowych godzinach pracy, w obecności wielu osób. Takich spotkań prezydent od początku swojej kadencji odbył setki. Powtarzam setki. Proszę sobie zadać pytanie co by było gdyby prezydent odmawiał spotkań z inwestorami. Jak dzisiaj wyglądałby Lublin? Odpowiem twardo i jasno. Inwestycje trafiłyby wtedy do innych samorządów otwartych na współpracę z biznesem.

To proszę mi wytłumaczyć co to są "działania marketingowe zmierzające do ograniczenia sprzeciwu lokalnej społeczności", których miał pan się podjąć?

Prokurator czyni mi z tego zarzut ponieważ rzeczywiście użyłem takiego sformułowania odnosząc się do mojej roli w tej sprawie. Przykre jest tylko to, że sam mnie o to nigdy nie zapytał. Otóż, kwestia oporu społecznego w zarządzaniu zmianą jest pojęciem naukowym, który był przeze mnie omawiany podczas ośmiu lat mojej pracy na Wydziale Ekonomicznym UMCS. Zmianą w tym przypadku byłaby niechybnie budowa wysokościowca, który na kilka lat spowodowałaby uciążliwość dla okolicznych mieszkańców.

Niewykluczone byłoby nawet zamknięcie czasowe ul. Zana i Jana Sawy. Na pewno zagęściłoby to również ruch samochodowy. Taka inwestycja z pewnością wzbudziłaby kontrowersje i wywołałaby w mniejszym lub w większym stopniu opór społeczny. Podejmowanie się komunikacji z lokalną społecznością oraz prowadzenie działań marketingowych pokazujących plusy tej inwestycji są metodami opisanymi przez naukę jako narzędzia do pokonywania oporu w zakresie zarządzania zmianą. Gdyby prokurator się mnie o to zapytał to by się dowiedział.

Według śledczych Adam M. miał przekazać agentowi CBA, że "przy tak trudnym projekcie, każdy urzędnik do którego pójdzie, będzie liczył razy dwa".

Nie byłem przy tej rozmowie, więc nie mogłem tego słyszeć. Takie sformułowanie nie padło również w materiałach, które zdołałem odsłuchać. Gdyby padło w mojej obecności zakończyłbym spotkanie, jak również kilka znajomości.

Piotr Kowalczyk: to była polityczna zemsta za zdradę PiS

W akcie oskarżenia jest opisana sytuacja w której Adam M. stwierdza, że "koncepcja budynku musi zadowolić trzy strony tj. inwestora, architekta oraz miasto, wskazując przy tym ręką na Piotra Kowalczyka".

To jedno z licznych nadużyć prokuratora w tym akcie oskarżenia. Prawdą bowiem jest, że Adam M. powiedział o mieście wskazując na mnie ręką, tyle tylko, że wtedy ja kategorycznie i z oburzeniem zareagowałem, żeby na mnie nie wskazywać mówiąc "miasto". Prokurator ma to w dowodach i czytał o tym w zeznaniach agenta CBA, a mimo wszystko w akcie oskarżenia przemilczał, bo nie pasowało to do jego prokuratorskiej układanki i wizji. Kolejny raz.

Sugeruje pan, że prokuratura celowo pominęła pewne fakty?

Dokładnie tak.

Niczego pan nie przeczuwał, że to wszystko jest ukartowane?

Niczego. To pytanie było mi zadawane mnóstwo razy. Powiem więcej: gdyby sytuacja miała się powtórzyć pewnie zrobiłbym to samo. Z jednego powodu. Nie zrobiłem niczego co byłoby niezgodne z prawem.

Pańskim zdaniem, dlaczego usłyszał pan zarzuty? Z aktu oskarżenia nie wynika, by pan domagał się pieniędzy albo powoływał na wpływy. Raczej robili to inni oskarżeni.

Jestem osobą o wyjątkowo określonych poglądach politycznych, krytycznych dla obecnej władzy. Proszę pamiętać o mojej historii politycznej. Dopóki byłem szefem PiS w Lublinie, partia ta miała współudział w sprawowaniu władzy w mieście. W momencie kiedy postawiłem na rozwój miasta i tym samym zawiązałem współpracę z Krzysztofem Żukiem, co skutkowało bezpowrotnym do dziś odsunięciem PiS od władzy w mieście, wydano na mnie wyrok, o czym doskonale nie tylko ja wiedziałem. Czekano tylko na uzyskanie odpowiednich wpływów w służbach i prokuraturze. Mam być przykładem dla ludzi, którzy porzucają PiS. To była polityczna zemsta za zdradę PiS.

Podam znamienity przykład na to, że wyrok był wydany już zawczasu. Gdy po zatrzymaniu trafiłem na przesłuchanie do zamojskiej prokuratury, przed rozpoczęciem postępowania prokurator kazał podpisać mi pouczenie o prawach osoby tymczasowo aresztowanej. Czyli niezależnie od moich wyjaśnień wniosek o areszt był przesądzony! Tak działa niezależna prokuratura, która powinna brać pod rozwagę fakty na plus i na minus dla podejrzanego? Moje wyjaśnienia nikogo nie interesowały.

Jeden z oskarżonych Mariusz P. powoływał się na wpływy u byłego wojewody lubelskiego, a obecnie ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka. Dodał, że są rodziną. Jaką rolę w tej sprawie pełnił właśnie Mariusz P. skoro twierdzi pan, że go nie widział od kilku lat?

Wszystko co wiem na temat Mariusza P. w tej sprawie wiem z aktu oskarżenia. Dla mnie on w tym temacie po prostu nie istniał. Nie wiedziałem, że on również spotykał się z agentem. Ostatni raz widziałem się z nim 9 sierpnia 2018 r. Kiedy dowiedziałem się od mojego obrońcy, że on również został zatrzymany, pamiętam, że żachnąłem się i powiedziałem, że to na pewno nie w związku ze sprawą wysokościowca przy Zana, bo Mariusza P. nie było w tym temacie.

Z aktu oskarżenia można się dowiedzieć, że jest pan "prawą ręką" prezydenta Lublina Krzysztofa Żuka i de facto to pan rządził miastem.

Na pewno w czasach kiedy byłem przewodniczącym Rady Miasta byłem prawą ręką prezydenta Żuka. Natomiast proszę mnie zwolnić z opinii czyichś subiektywnych ocen odnośnie rządzenia. Ja wiem jedno: każdy kto zna realia lubelskiego Ratusza to wie, że dowodził zawsze Krzysztof Żuk. I tyle w tej sprawie.

 

Czytaj także: W PIS jak w mafii. Krytyka partii lub odejście z jej szeregów to zdrada i pewna vendetta

 

 

 

Autor: 
Sebastian Białach
Źródło: 

onet

Polub Plportal.pl:

Reklama