ROLNICY ZA ZAMACH NA POLSKIE ROLNICTWO ZROBIĄ KACZYŃSKIEMU JESIEŃ ŚREDNIOWIECZA

Reklama

pt., 09/18/2020 - 08:44 -- zzz

Rolnicy nie powiedzieli ostatniego słowa. Jak wynika z informacji money.pl, planują kolejne akcje w stolicy. Na liście gotowych do protestów są również przedstawiciele innych grup zawodowych.

 

To będzie wyjątkowo gorąca jesień i wyjątkowo upalny wrzesień i październik. Nie chodzi jednak o pogodę, a o nastroje społeczne. Dla niektórych zaczyna się właśnie polityczne rodeo.

- Na jednej akcji na pewno nie skończymy, już szykujemy kolejne działania. O szczegółach nie będę mówił, bo stawiamy na element zaskoczenia - mówi money.pl Michał Kołodziejczak, szef rolniczej AgroUnii. Na pytanie czy będą to protesty pod parlamentem, czy znów pod siedzibą Prawa i Sprawiedliwości, czy może tym razem pod pałacem prezydenta Andrzeja Dudy już nie odpowiada.

A na koncie ma już wiele zaskoczeń. Raz blokował wraz z rolnikami jedno z głównych rond w stolicy. Innym razem ograniczył się do rozdawania jabłek na ulicach polskich miast. Kolejnym niemal okupował wraz z rolnikami jeden z popularnych dyskontów, w ramach walki o prawidłowe oznaczanie warzyw i owoców na półkach. Wachlarz zagrań AgroUnii jest całkiem spory.

Mateusz Morawiecki złamał prawo? Beata Szydło jednoznaczne oceniła decyzję premiera

Jeżeli ustawa zakazująca hodowli zwierząt na futra trafi do Andrzeja Dudy, to prezydent może być pewny, że rolnicy skierują swoje oczy właśnie w stronę Kancelarii Prezydenta RP.

- Każda ustawa i każdy przepis uderzający w polskich rolników spotka się z naszym sprzeciwem. I dziś, i jutro, i za miesiąc - deklaruje Kołodziejczak w rozmowie z money.pl.

Ekspresowe tempo prac

A to oznacza, że przyjęcie ustawy o ochronie zwierząt to może być dopiero początek problemów rządu Zjednoczonej Prawicy. Przepisy najprawdopodobniej w ekspresowym tempie przejdą przez Sejm. W środę posłowie pierwszy raz pochylili się nad projektem, a już w czwartek mogą głosować nad ostatecznym projektem. Według wstępnego harmonogramu Sejmu, może się to stać już w czwartek po godzinie 19.

Za to w nocy z środy na czwartek w Sejmie obradowała komisja rolnicza, która zajmowała się projektem tzw. "piątki dla zwierząt Jarosława Kaczyńskiego". Główne założenie? Zakaz hodowli zwierząt futerkowych, czyli de facto likwidacja ten branży w Polsce. Przepadł pomysł, by odroczyć ten moment o 10 lat. Ten zgłosili parlamentarzyści z Solidarnej Polski. Przepadły też propozycje, by większą ochroną objąć np. konie wożące turystów w polskich górach. Te były autorstwa posłów Koalicji Obywatelskiej.

- Pan z młodymi ludźmi, którzy nigdy nie byli w gospodarstwie, wymyślili sobie ustawę, która ma zakazać uboju rytualnego. W konsekwencji oznacza to likwidację 350 tysięcy gospodarstw - grzmiała w środę podczas protestu rolników była posłanka Samoobrony Renata Beger, zwracając się do Jarosława Kaczyńskiego.

- Nas się obwinia o złe traktowanie zwierząt, a sami co macie tutaj w mieście? Wyjące psy, które tęsknią, bo właściciele poszli do pracy? Czy tak się postępuje? Trzyma się w blokach i małych mieszkaniach owczarki niemieckie? Czy to jest ich naturalne środowisko? - krzyczała do mikrofonu.

Po stronie rządzącej można za to usłyszeć, że dla koalicji i niektórych ministrów rządu właśnie zaczęło się prawdziwe rodeo. A jak wiadomo nie od dziś, fanem tego sportu jest Jarosław Kaczyński. Prawdziwą karuzelę emocji ma m.in. minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski. Choć jest przeciwko zaostrzeniu przepisów to… był przeciwko odrzuceniu ustawy.

Co ciekawe, przeciwko metodom wdrażania ustawy są również przedstawiciele przedsiębiorców. - Jesteśmy całkowicie załamani sposobem procedowania tej ustawy. Nie ma żadnego interesu publicznego, żeby to robić po nocach, w 48 godzin, bez konsultacji, bez analiz, bez dyskusji - przekonuje Cezary Kaźmierczak, szef Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

 

Problem się zbliża

Wzburzenie rolników to jednak niejedyny problem Zjednoczonej Prawicy. Kolejny rośnie z każdą godziną nieco ponad 300 kilometrów od Warszawy - na Śląsku. Od dwóch dni górnicze związki zawodowe są gotowe do strajku (ogłosiły pogotowie strajkowe). A wszystko przez perspektywę dla branży, a w zasadzie brak perspektyw.

Zgodnie z ogłoszoną przez Ministerstwo Klimatu Polityką Energetyczną Polski do 2040 roku, branżę czeka powolne wygaszanie. - Polska stoi przed wyzwaniem zbudowania nowego systemu energetycznego w najbliższym 20-leciu - przekonuje Michał Kurtyka, minister klimatu.

A im więcej w Polsce alternatywnych źródeł energii (takich jak planowana elektrownia jądrowa, morskie wiatraki i fotowoltaika), tym mniej miejsca na węgiel. W perspektywie dwóch dekad resort obiecuje blisko 60 mld zł na tak zwaną "sprawiedliwą transformację". Dla górniczych związków zawodowych jest to jednak mglista obietnica.

Tymczasem węgiel, który dziś odpowiada za ponad 70 proc. produkcji energii elektrycznej w Polsce, za dwie dekady ma odpowiadać maksymalnie za 30 proc. W skrajnym wariancie (jednym z dwóch rozpatrywanych przez Ministerstwo Klimatu) jest to tylko 11 proc.

Związkowcy chcą jeszcze, aby to premier Mateusz Morawiecki przejął przewodnictwo rozmów ze stroną społeczną. W tej chwili za segment górniczy odpowiadają wicepremier Jacek Sasin i Artur Soboń - pełnomocnik rządu ds. transformacji spółek górniczych. Na rozpoczęcie negocjacji górnicy będą czekać do 21 września.

- Jeżeli do tego czasu nie rozpoczną się rozmowy z udziałem pana premiera, wtedy wszystko wskazuje na to, że - tak ja bywało to w roku 2015 i wcześniej - rozpoczniemy na terenie Śląska i Zagłębia akcje strajkowo-protestacyjne - zapowiedział podczas spotkania z dziennikarzami Dominik Kolorz, przewodniczący Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności.

I jak przekonuje Janusz Steinhoff, były minister gospodarki i wicepremier w rządzie Jerzego Buzka, śląskie niepokoje zostaną z nami na długo.

- Górników oszukiwano przez ostatnie dziesięć lat. Zapewniano ich, że nie będzie likwidacji kopalń, że nikt nie straci pracy, że utrzymamy dotychczasowe warunki, a nawet je znacznie poprawimy. Festiwal populizmu i nieodpowiedzialności przynosi właśnie swoje efekty - mówi w rozmowie z money.pl.

- Górnicy mogą się czuć oszukani podwójnie. Nie tylko przez lata byli uspokajani, ale działo się to jeszcze kilka miesięcy temu. I prezydent, i premier wysyłali sygnały, że wszystko będzie dobrze. Zaklinano rzeczywistość tak długo, jak tylko się dało. W końcu jednak trzeba było wyłożyć karty na stół, a w polskiej energetyce przyszłości węgla po prostu będzie mniej - dodaje.

Jak tłumaczy, górników uspokoją tylko plany rozpisane na wiele lat i jasne perspektywy dla poszczególnych kopalni. - Dopóki ich nie będzie, to związki zawodowe będą kontestować w zasadzie każdy plan. Chcą konkretów, a nie haseł - mówi.

I dlatego - jak podkreśla Janusz Steinhoff - tematu górniczego nie da się rozwiązać w ciągu kilku dni. Przewiduje, że niepokoje wśród górników i zagrożenie akcją protestacyjną zostanie z nami na kolejne miesiące.

 

Obraz może zawierać: tekst „Głosowanie nr 130 na 17. posiedzeniu Sejmu dnia 18-09-2020 godz. 00:54:46 Pkt 28. porz. dzien. Sprawozdanie Komisji poselskich projektach ustaw: o zmianie ustawy o ochronie zwierząt oraz niektórych innych ustaw, o zmianie ustawy o ochronie zwierząt Głosowało 449 posłów Za 356 Przeciw 75 Klub/Koło Liczba czł. Wstrzymało się PiS 18 Głosowało Nie głosowało 11 Za 235 KO 229 Przeciw 134 176 Wstrzymało się Lewica 38 133 Nie głosowało 15 48 128 4 48 PSL-Kukiz15 6 48 1 30 26 1 Konfederacja 11 2 niez. 22 11 2 2 11 2 2”

 

Gorąca jesień

Prof. Antoni Dudek z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego już kilka tygodni temu prognozował, że jesień będzie dla ekipy rządzącej wyjątkowo trudna. - Protesty dopiero zaczynają się rozkręcać. Prawdziwa lawina nastąpi jesienią - mówił prof. Antoni Dudek w programie "Newsroom" w Wirtualnej Polsce.

W pełnej gotowości cały czas są związki zawodowe reprezentujące administrację publiczną. One wciąż czekają na decyzje dot. redukcji zatrudnienia w budżetówce. Jak wynika z informacji money.pl, zarząd Zakładu Ubezpieczeń Społecznych planuje spotkać się z przedstawicielami związków zawodowych w ostatnim tygodniu września. Najprawdopodobniej wtedy padną pierwsze propozycje dot. zwolnień.

Niespokojnie znów jest także w LOT. Związek Zawodowy Personelu Pokładowego i Lotniczego odrzucił propozycję pracodawcy dot. redukcji wynagrodzenia. To oczywiście cena za pandemię koronawirusa, która niemal całkowicie zablokowała przeloty pasażerskie na świecie.

 

Jarosław Kaczyński cierpi na syndrom Bambiniego?

Wyidealizowane postrzeganie zwierząt jako istot, które są bezbronne, czyste i nieporadne zostało dostrzeżone już w 1972 r. i zdefiniowane jako Syndrom Bambiego. Nazwa tego zjawiska wzięła się od animowanego filmu familijnego Bambi. W pierwszej fazie istnienia termin bambinizm odnosił się do zniekształconego postrzegania zwierząt wyłącznie przez dzieci. Obecnie zjawisko to określa wyidealizowane postrzeganie przyrody – głównie przez ludzi zamieszkujących duże aglomeracje.

Syndrom Bambiego zakłada, że człowiek jest intruzem i największym zagrożeniem dla przyrody. Ignorowane są podstawowe, często brutalne prawa, którymi rządzi się dzika natura. Zjawisko to bierze się z braku podstawowej wiedzy na temat fauny i flory oraz życia z dala od natury. Coraz częściej jedynym źródłem informacji na temat środowiska są media, gdzie triumfuje infantylizacja i idealizacja przyrody. O tym jak silnie zjawisko bambinizmu utrwaliło się w społeczeństwie może świadczyć między innymi fakt, umieszczenia myśliwego z kreskówki o Bambim, w dwudziestce największych filmowych złoczyńców w historii kina. Takie zestawienie przygotował w 2003 r. Amerykański Instytut Filmowy na stulecie kinematografii.

 

Autor: 
zzz
Źródło: 

monay

video: 
Polub Plportal.pl:

Reklama