ORGANIZATOR GEYOWSKICH ORGII ZDRADZIŁ, ŻE POLITYCY PIS BYWAJĄ U NIEGO NA IMPREZACH

Reklama

czw., 12/03/2020 - 09:00 -- zzz

— Na moich imprezach pojawia się wiele osób publicznych z różnych krajów, w tym polscy politycy z Prawa i Sprawiedliwości. Mają rodziny i od początku proszą, żeby utrzymać ich udział w gejowskiej orgii w tajemnicy. Przyjeżdżają z Warszawy kilka razy do roku — mówi w rozmowie z Onetem David Manzheley, organizator seksimprezy w Brukseli, na której obecny był węgierski eurodeputowany Jozsef Szajer.

David Manzheley

David Manzheley - Archiwum prywatne Davida Manzheleya

W poniedziałek media na całym świecie obiegła informacja o piątkowej interwencji policji na gejowskiej seksimprezie w stolicy Belgii. Funkcjonariusze, którzy przybyli na miejsce w związku z łamaniem przez zgromadzonych koronawirusowych restrykcji, odkryli, że wśród gości jest węgierski eurodeputowany Fideszu Jozsef Szajer. Konserwatywny polityk zrezygnował ze stanowiska i członkostwa w partii w atmosferze obyczajowego skandalu.

Najczęściej goszczą Polacy i Węgrzy

Okazuje się jednak, że Szajer nie był jedynym prawicowym politykiem z naszego regionu goszczącym na takich imprezach w Brukseli. Tak przynajmniej twierdzi David Manzheley, gospodarz głośnej piątkowej orgii, z którym rozmawialiśmy w środę.

29-letni doktor ekonomii i otwarty gej od dwóch lat "hobbystycznie" organizuje tego typu imprezy, często liczące ponad stu uczestników. Jak przekonuje, regularnymi gośćmi są na nich przyjeżdżający z Warszawy czterej politycy PiS-u. Nie chce podawać ich nazwisk. Twierdzi, że mają rodziny i od początku znajomości prosili go, by zachował dyskrecję.

Nie jesteśmy w stanie zweryfikować twierdzeń Davida Manzheleya. Publikujemy jego wypowiedzi z zastrzeżeniem, że jest to jego wersja wydarzeń. Pamiętać jednak należy, że udział w ostatniej orgii europosła z Węgier oraz dyplomaty z Estonii został potwierdzony, co wskazuje na to, że na imprezach Manzheleya bywają politycy z różnych krajów.

— Najpierw, jakieś półtora roku temu, skontaktowało się ze mną dwóch polityków PiS, którzy usłyszeli o moich imprezach od brukselskich znajomych. Potem odezwało się kolejnych dwóch, którzy dowiedzieli się o nich od kolegów z Niemiec — opowiada Manzheley. Według niego wspomniani politycy partii rządzącej nie są eurodeputowanymi, ale pełnią ważne funkcje publiczne w Polsce, są posłami lub zajmują rządowe stanowiska.

— Nie przyjeżdżają razem. Pojawiają się 2-3 razy do roku na konkretne orgie. Nie wiem, czy wiedzą o sobie nawzajem — deklaruje.

Dodaje, że z polskich polityków goszczą u niego tylko ci należący do Prawa i Sprawiedliwości. Ale w jego seksimprezach uczestniczą też osoby publiczne z innych krajów. - Mamy polityków z Ukrainy, Francji, Niemiec, Holandii, Luksemburga, Szwajcarii czy Hiszpanii. Najczęstszymi gośćmi są jednak Polacy i Węgrzy - zaznacza. Jak mówi, ci drudzy to dziewięciu polityków Fideszu, zarówno europosłów, jak i krajowych polityków.

Czy w rozmowach z polskimi i węgierskimi politykami pojawia się czasem temat ich ugrupowań, które znane są z atakowania środowiska LGBT? - Czasem tak. Mówią po prostu, że aby utrzymać stanowiska, muszą udawać, że zgadzają się ze swoimi liderami. Dlatego na zabawę wolą przyjeżdżać za granicę. Gdyby wyszło to na jaw w ich krajach, oznaczałoby to dla nich koniec karier. Przez zasady panujące w ich społeczeństwach nie mogą otwarcie mówić o swoim homoseksualizmie - mówi Manzheley.

- Nie interesuję się szczególnie polityką i nie zadaję wielu pytań. Nie o to chodzi w tych imprezach - dodaje. Według niego politycznych tematów nie poruszają też inni uczestnicy. - To zepsułoby atmosferę podczas orgii. Poza tym takie pytania kończą się zwykle odpowiedzią: "Tego się ode mnie wymaga. Chcę zostać w polityce dla pieniędzy, wpływów itp." - opowiada organizator ironicznym tonem.

"Orgia tatuśków"

David Manzheley podkreśla, że nie ma problemu, by otwarcie rozmawiać o seksie. Wspomina, że na Katolickim Uniwersytecie w Leuven, gdzie robił doktorat, nikomu nie przeszkadzała jego orientacja, a jego promotor sam był gejem. W rozmowie z Onetem przedstawia szczegóły orgii, które odbywają się czasem w jego mieszkaniu w centrum Brukseli (te mniejsze, jak ta w ostatni piątek) lub w wynajętych domach (te większe, w których uczestniczy nawet ponad stu mężczyzn).

- Moje imprezy odbywają się w formacie “bareback”. Oznacza to, że nie można na nich używać prezerwatyw, a obecni są wyłącznie mężczyźni. Nie mogą tylko patrzeć, każdy uczestnik musi uprawiać seks. Nazywamy to “orgią tatuśków” - opowiada. Zaznacza, że obecnie wszyscy przed przyjściem muszą złożyć deklarację, że nie są zarażeni koronawirusem albo już go przeszli. Nie wolno im też wnosić ze sobą telefonów.

- Kobiety mogą pojawiać się tylko jako obserwatorki albo pomagać mi w organizacji. Chętni mogą zgłaszać się przez specjalną aplikację albo pisać na otwartej grupie w internecie. Czasem organizuję też sekretne spotkania, tylko dla moich przyjaciół i ich znajomych - kontynuuje.

- Imprezy jako takie są wolne od narkotyków, ale jeśli ktoś przyniesie je ze sobą albo zażyje je wcześniej, nie mogę nic na to poradzić. Uczestnicy robią to na własną odpowiedzialność. Swoją drogą zdobycie narkotyków nie jest problemem w Brukseli. Dilerzy stoją przed samymi drzwiami mojego budynku - dodaje 29-latek.

Goście Manzheleya przynoszą ze sobą alkohol o wartości ok. 20 euro na osobę. - Mam w mieszkaniu bar, przy którym na początku krótko ze sobą rozmawiają, a potem przenoszą się do salonu na materace i uprawiają seks. Potem robią przerwę i znów uprawiają seks. Trwa to kilka godzin, aż wszyscy są zmęczeni i wychodzą - opowiada.

- Dla większości impreza toczy się w rytmie: drink, rozmowa, seks, choć niektórzy przychodzą tylko dla seksu. Mają ze sobą butelkę wody i nie ruszają się z salonu. Uprawiają seks z 10 albo 20 mężczyznami i opuszczają mieszkanie - twierdzi organizator orgii.

"Uczestnicy próbowali rozpinać policjantom rozporki"

Manzheley opowiada też o policyjnej interwencji, która miała miejsce w piątek w jego domu. Nie chodziło o samą orgię, bo nie łamała ona prawa. Chodziło o to, że "tatuśkowie", spotykając się w większej grupie, złamali ograniczenia dotyczące walki z COVID-19. - Jeden idiota zapomniał zamknąć drzwi na zamek. Policja po prostu je otworzyła i weszła. Nie miała nakazu, zaproszenia ani żadnego innego dokumentu. To było dla mnie naprawdę zaskoczenie - zaznacza.

Organizator orgii twierdzi, że policjanci zaczęli prosić wszystkich o dokumenty i według niego byli agresywni. - Wywiązała się nawet między nami a nimi przepychanka. Niektórzy uczestnicy próbowali rozpinać policjantom rozporki, bo myśleli, że to jakiś rodzaj zabawy - mówi Manzheley.

- Ostatecznie kazali mi zakończyć imprezę, nie dostałem jednak żadnego mandatu. Nie prosili o dokumenty wszystkich uczestników, dlatego ich oficjalnie podawana liczba jest niższa niż 30, choć było nas tam więcej - dodaje.

W komunikatach belgijskiej policji pojawiła się informacja o 25 osobach biorących udział w orgii.

Szájert meg sem hívták a buliba - megszólalt a szexbuli szervezője

"Szajer zapraszał na imprezę 12 grudnia"

Jeśli chodzi o słynnego już eurodeputowanego Fideszu Jozsefa Szajera, to organizator zapewnia, że przed imprezą nie znał jego narodowości, wiedział tylko, że jest politykiem. Potwierdza za to doniesienia, że Węgier próbował uciekać z mieszkania przez okno.

Jozsef SzajerJozsef Szajer - PETER KOHALMI / AFP / AFP

- Byłem zajęty wtedy innymi gośćmi, więc widziałem tylko otwarte okno. Moje mieszkanie znajduje się na piętrze, było to więc za wysoko, żeby wyskoczyć na ulicę. Ostatecznie Szajer pozostał w mieszkaniu i został zabrany przez policję - relacjonuje.

Jak mówi, policjanci nie przeszukiwali innych uczestników imprezy. Węgierski europoseł został zawieziony przez policję do swojego domu, ponieważ nie miał przy sobie dokumentów. Po drodze funkcjonariusze "mieli znaleźć przy nim pigułkę ecstasy".

Manzheley dodaje, że Szajer opowiadał mu, że sam organizuje gejowskie seksimprezy, a na jedną z nich, zaplanowaną na 12 grudnia, nawet go zapraszał. - Jednak po piątku ją odwołał. Domyślam, że przez zainteresowanie mediów - mówi Belg.

 

Organizator przyznaje też, że na piątkowej imprezie było dwóch dyplomatów, o czym wspomniała w oficjalnym komunikacie miejscowa prokuratura. Nie chce jednak podawać szczegółów na ich temat, poza tym, że "jeden pochodził z Francji, a drugi z Europy Wschodniej". We wtorek estońskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych podało, że to dyplomata z tego właśnie kraju był uczestnikiem wydarzenia.

A dlaczego w ogóle na orgii pojawiła się policja? - Z tego co wiem, zadzwoniła po nią inna osoba, która też organizuje takie imprezy. Mieszka dwie przecznice ode mnie i jest moją konkurencją - odpowiada Manzheley.

Autor: 
Marcin Terlik/zzz
Źródło: 

onet/plportal.pl

video: 
Polub Plportal.pl:

Reklama