Na czwartą falę, już nas nie stać

Reklama

czw., 07/22/2021 - 12:16 -- MagdalenaL

Źródło zdjęcia: Wikimedia Commons

W związku z kryzysem gospodarczym wywołanym przez pandemię COVID-19, sytuacja ekonomiczna Polski, która jeszcze w okresie przed pandemicznym była w sytuacji podbramkowej, uległa znaczącemu pogorszeniu, dając nam wizję przyszłości przypominającą Grecję z 2012 roku. Co robi nasz rząd, aby próbować naprawić tę sytuację, oprócz robienia przez premiera Morawieckiego dobrej miny do złej gry? Wszystko wskazuję na to, że aktualnym sposobem radzenia sobie z problemem jest zwiększenie konfliktu Polski z Unią Europejską, co ma miejsce już dziś. Najnowszy raport Komisji Europejskiej dotyczący naszego kraju jest dla nas nie tyle wielkim wstydem na arenie międzynarodowej, a przede wszystkim bolesną stratą finansową, gdyż swoim zachowaniem najpewniej nakładamy na siebie sankcje finansowe, których skutki przy obecnej sytuacji gospodarki wręcz trudno oszacować.

Po cichu rosnący dług

O jakich kwotach należy mówić w kontekście długu publicznego Polski? Statystyka Unijna mówi o zadłużeniu wynoszącym do 1,5 bln zł w 2021 r., należy też wspomnieć o tym, że w 2015 r. liczba ta wynosiła „zaledwie” 900 mln zł. Mowa jest więc o 60 proc. wzroście długu publicznego podczas rządów Prawa i Sprawiedliwości. Co jest tego przyczyną? Oczywiście przyczyn jest wiele, a jedną z największych i najbardziej kosztownych jest lockdown. Zamknięcie kraju oraz placówek usługowych spowodowały liczne bankructwa firm, dla tych które przetrwały potrzebne były tarcze antykryzysowe – to wszystko to skutki pandemii, choć działania takie jak się zdaje były potrzebne, bo jednak są to najbardziej doraźne i skuteczne próby walki z pandemią, to jednakże sprawiły że nasze zadłużenie poszybowało w górę. Te działania były czymś oczywistym, każdy kraj musiał się liczyć z ogromnymi kosztami walki z wirusem, do tego rządzący mieli trochę czasu, aby móc się na to przygotować zanim nadszedł moment np. 20 tyś. nowych zachorowań dziennie. Dlaczego więc jest tak źle z naszym budżetem?

Efekt politycznych obietnic

Rosnące zadłużenie to przede wszystkim efekt polityki uprawianej w naszym kraju. Według Forum Obywatelskiego Rozwoju taki stan rzeczy to pokłosie "politycznych obietnic bez pokrycia w trwałych dochodach, jak na przykład obniżenie wieku emerytalnego, 500+ czy 13. czy 14. emerytura". Problemem jest, że wszystkie te rzeczy są również finansowane z długu publicznego. Wzorem według polityków mają być dla nas choćby takie kraje jak Niemcy, czy Japonia, których długi również są zawieszone na ogromnych liczbach, należy jednak pamiętać o tym, że kraje te mają znacznie bogatszą gospodarkę od Polski, co mówiąc krótko jest dla nich znacznie mniejszym obciążaniem niż dla nas, choć same liczby wydają się temu przeczyć.  Problemem również, jest samo zagospodarowanie pieniędzmi przeznaczonych na np. walkę z wirusem. Przykładowo z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 część pieniędzy poszła na finansowanie tzw. czeków dla samorządów, co było obietnicą wyborczą, a dodatkowo było dzielone według bardzo niejawnych kryteriów. Jak widać zagadnienie związane z rosnącym długiem Polski jest nie dość, że skomplikowane to również sam przekaz na jego temat jest zazwyczaj słabo komunikowany, a często nawet „przykrywany” w niektórych mediach. Liczby mówią dość jasno o tym, że kolejny lockdown może być dla Polski ogromnym ciosem z którego podniesienie może być niewykonalne. Niestety w momencie gdy każde wpływy do budżetu są na wagę złota, rząd zdaję się o tym zapominać, próbując dowieść swojej niezależności wobec UE.

Autor: 
Mateusz Ryba
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama