Patologia PIS uchwaliła ustawę: 10 latkowie do poprawczaka, zakuwanie, rażenie paralizatorem

Reklama

pt., 07/08/2022 - 21:29 -- zzz

W czwartek wieczorem Sejm głosami PiS i popierających go posłów przyjął ustawę autorstwa Ministerstwa Sprawiedliwości o resocjalizacji nieletnich. Senat chciał odrzucenia projektu w całości, uznając go za wsteczny i nadmiernie represyjny. — Nazwanie tego czegoś ustawą o "resocjalizacji" to po prostu ponury żart. To jest ustawa o gnębieniu, prześladowaniu i niszczeniu nieletnich — mówi Onetowi sędzia sądu rodzinnego Karolina Sosinska.

Magda Gałczyńska, Onet: Sejm przyjął w czwartek wieczorem przepisy o resocjalizacji nieletnich, które powstały w Ministerstwie Sprawiedliwości. Zakładają one m.in., że do zakładów poprawczych będą mogły trafić nawet 10-letnie dzieci, zaś policja będzie mogła te dzieci prewencyjnie zakuć w kajdanki czy potraktować paralizatorem.

Sędzia sądu rodzinnego Karolina Sosinska, prezes Stowarzyszenia Sędziów Sądów Rodzinnych Pro Familia: Nazwanie tego czegoś ustawą o "resocjalizacji" to jest jakiś ponury żart. Bo to jest ustawa o gnębieniu, prześladowaniu i niszczeniu nieletnich. Ja nie byłam w stanie uwierzyć, że naprawdę coś takiego przeszło w polskim Sejmie. Przecież to są przepisy rodem z Rosji sowieckiej, gdzie tworzono specjalne obozy pracy dla zdemoralizowanej młodzieży. Przy czym "młodzież" to były także 10-letnie dzieci, dokładnie jak w tej ustawie autorstwa pana Zbigniewa Ziobry i jego otoczenia. Potworne.

 

Ja się po prostu boję o te dzieci, pod rządami takiej ustawy. Przecież my wszyscy, na mocy Ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich (UPN) mamy obowiązek nie karać, tylko przeciwdziałać niepożądanym zachowaniom dzieci i młodzieży. Jak ma się do tego przeciwdziałania wsadzenie takiego dzieciaka — bo właśnie dzieciakiem jest 10, 11 czy 12-latek — do zakładu poprawczego?

Jak to wpływa na psychikę takiego dziecka?

To jest po prostu dewastacja umysłu tego dziecka, bo taką dewastacją jest kara izolacyjna i skierowanie poza środowisko rodzinne. Jeśli sprawy takich dzieci trafiają do sądu, to my w zasadzie możemy jedynie badać ich sytuację rodzinną, to czy nie ma tam jakiejś patologii. Bo próba mówienia 10-latkowi o normach społecznych, o dobru i złu to jest rzucanie grochem o ścianę. Po prostu dlatego, że to są zbyt małe dzieci, żeby cokolwiek z tego zrozumieć. Ja mam nagminnie sprawy takich 10-letnich dzieci, które nie odrabiają prac domowych, pyskują na lekcjach czy regularnie kradną w sklepach chałwę lub batony. I co? Ja mam ich wysłać do poprawczaka? W towarzystwo "wyrobionych" w tym środowisku 24-latków, bo tak przewiduje ustawa? No to jest przecież chore!

 

"Dzieci wtłaczane na siłę w więzienne pomarańczowe kombinezony"

W ustawie mowa jest o najcięższych przestępstwach, o gwałtach czy zabójstwach. Czy miałby ich dokonywać 10 lub 12-latek?

To jest jakaś kolejna bzdura w tej ustawie. O przypadku zabójstwa czy gwałtu dokonanego przez dziecko poniżej 14 lat ja w mojej praktyce zawodowej nie słyszałam nigdy, a orzekam w sądzie rodzinnym od 20 lat. Poza tym ktoś piszący tę ustawę chyba nie doczytał przepisów prawa. Bo w przypadku najcięższych przestępstw, jak gwałt ze szczególnym okrucieństwem czy zabójstwo, sprawcy powyżej 15 lat mogą odpowiadać przed sądem karnym jak dorośli. Owszem, jest wobec nich stosowana procedura nadzwyczajnego złagodzenia kary, żeby dać im szansę na resocjalizację. Tej szansy nie daje to nowe, uchwalone przez Sejm prawo. Ono wtłacza dzieci, nawet 10-letnie w pomarańczowe więzienne kombinezony. To właśnie jest kierunek na sowiecką Rosję. Tymczasem, powtarzam, 10-latek nie ma raczej rozeznania w tym, co społecznie akceptowalne, a co nie. Wie, że chce batona, a nie szpinak, to jest jego całe rozeznanie w zawiłościach życia społecznego.

REKLAMA

Jak w ogóle wygląda dziś proces kierowania dziecka do zakładu poprawczego?

Najważniejsza jest opinia tzw. OZSS-ów, czyli okręgowych zespołów specjalistów sądowych. Są tam psychologowie, psychiatrzy, pedagodzy. Oni robią coś w rodzaju prognozy kryminologicznej, czyli stwierdzają, czy demoralizacja, która dotknęła dziecko ma charakter postępujący, czy rodzice są dla takiego dziecka autorytetami, czy się dla niego liczą. I wreszcie, czy rodzina takiego dziecka może pokazać mu właściwe postawy prospołeczne. Jeśli nie, to czasami dochodzi do izolacji dziecka w zakładzie poprawczym, ale to jest ostateczność poprzedzona środkami wychowawczymi, z których rezygnuje się na rzecz poprawczaka tylko wtedy, gdy nie przynoszą one efektów. A w tej nowej ustawie pseudoresocjalizacyjnej tę ostateczność, czyli izolację wysuwa się na pierwszy plan, jako podstawowy środek reagowania. Z małych dzieci robi się bandytów. To jest przerażające, niepojęte.

"Mały człowiek to też człowiek. Pętanie go w kaftan bezpieczeństwa urąga jego godności"

W ustawie są też inne, wyjątkowo kontrowersyjne rozwiązania. Na przykład to, że wychowawcy w zakładach poprawczych będą mogli użyć wobec podopiecznych kaftanów bezpieczeństwa.

To jest najpewniej złamanie ustawy o ochronie zdrowia psychicznego. Bo ta zakłada, że spętanie w kaftan bezpieczeństwa może odbywać się wyłącznie na oddziałach psychiatrycznych w szpitalu. Do tego, o użyciu tego środka przymusu bezpośredniego musi zdecydować lekarz. Musi być także — jak wymaga ustawa — m.in. zagrożenie dla życia i zdrowia pacjenta lub innych pacjentów. Jest ściśle określony czas, w jakim pacjent może w takim spętaniu przebywać. Do tego, co kilka lub kilkanaście minut jego stan musi być kontrolowany przez personel. Czy takie obostrzenia będą obowiązywać w poprawczakach? Nie wiemy. Powtórzę, potwornie się boję o te dzieci. Przecież mały człowiek to też jest człowiek. A spętanie go w kaftan bezpieczeństwa to jest urąganie jego prawom i jego godności.

A kajdanki? Paralizatory? Bo takie narzędzia dostać ma policja do kontaktu z nieletnimi.

Cóż, ja pamiętam, że wiele lat temu znany mi sędzia był bliski dyscyplinarki, bo nie zareagował, kiedy policjanci przywieźli mu skutego kajdankami nieletniego. A dziś ma się to najwyraźniej stać normą. Powiem tak. Przemoc państwa wobec dzieci na naszych oczach staje się systemowa.

Dziś, zanim dziecko trafi do zakładu poprawczego, ma jeszcze opcję opieki kuratorskiej oraz Młodzieżowe Ośrodki Wychowawcze. Czyli zakłady otwarte, choć często izolujące od rodziny, o ile jest to rodzina patologiczna. Co się z tymi MOW-ami stanie, gdyby nowa ustawa weszła w życie?

Tego nikt nie wie. Wiemy jedynie, że mają powstać jakieś okręgowe ośrodki wychowawcze, czyli coś pośredniego między MOW-ami a poprawczakiem. Jak to w praktyce przeprowadzić, nie mam pojęcia. Wiem jedno. Dzieci, nawet zdemoralizowane, powinny trafiać do zakładów zamkniętych wyłącznie w ostateczności. Ja sama skierowałam jednego chłopaka do poprawczaka tylko dlatego, że był to jedyny ośrodek oferujący terapię odwykową, a dzieciak był ciężko uzależniony. Dlatego kradł, żeby zdobyć pieniądze na "towar".

Ja pytam więc — dlaczego państwo skupia się na bzdurnych, wstecznych i represyjnych ustawach, zamiast tworzyć ośrodki odwykowe dla nieletnich? Bo ich prawie w ogóle nie ma. Dlaczego to państwo nie skupia się na odbudowaniu psychiatrii dziecięcej, z elementami odwyku? Cóż, to pewnie nie jest tak "nośne medialnie" jak szeryfowanie ze wsadzaniem 10-latków do poprawczaków. A fakty są takie, że psychiatria dziecięca w praktyce nie funkcjonuje w ogóle, że na oddziałach nie ma miejsc, że jest po prostu dramat. Ale tym nikt z rządzących jakoś się nie zajmuje. I nikt nie bierze pod uwagę tego, że ja i inni sędziowie rodzinni widują setki dzieci, które nigdy nie widziały rodziców pijących wodę mineralną litrami. Ale owszem, widziały tych rodziców, jak litrami piją wódkę. I co? Takie dziecko według rządzących jest zdemoralizowane i trzeba je wsadzić do zakładu poprawczego? Bo wagaruje, kradnie i bije kolegów? Czy też raczej to dziecko wymaga pilnej pomocy? A tej pomocy nie ma, bo system psychiatrii dziecięcej leży. I nikogo z obozu władzy to nie obchodzi.

 

A co z dyrektorami szkół, którzy będą — w myśl tej nowej ustawy "resocjalizacyjnej" — nakładać na uczniów kary w postaci prac społecznych na terenie szkoły za jakieś lżejsze przewinienia?

Od nakładania kar w systemie prac społecznych są sądy. A w ogóle od karania są najpierw rodzice. Każdy niech robi swoje. Niech szkoła nie miesza się w system nakładania kar na dzieci.

Co będzie, jeśli prezydent tę nową ustawę podpisze? Czy obecnie obowiązująca ustawa o postępowaniu w sprawach nieletnich (UPN) przestanie obowiązywać?

Owszem. Ja jednak przewiduję ogromny chaos i rozstrzygnięcia, które będą masowo podważane. Bo to, że te nowe przepisy z ustawy o "resocjalizacji" — co, jak mówiłam, jest ponurym żartem — są absolutnie niezgodne z m.in. Konwencją o Prawach Dziecka i Konwencją Praw Człowieka jest dla mnie całkowicie oczywiste.

Autor: 
zzz
Źródło: 

onet

Polub Plportal.pl:

Reklama