,,Nikt mnie nie lubi” - narzeka Trump, w momencie, gdy nawet jego sojusznicy słabną

Reklama

wt., 08/04/2020 - 16:13 -- AleksandraJ

Lamentując nad swoją gwałtownie spadającą popularnością w tym tygodniu, rozczulający się nad sobą prezydent Donald Trump nie mógł zrozumieć, jak do tego doszło. ''Nikt mnie nie lubi” - powiedział Trump zmieszany faktem, że jego eksperci ds. zdrowia mogą otrzymywać pochwały, podczas gdy on jest oskarżany o bagatelizowanie i zaprzeczanie rosnącemu kryzysowi publicznej służby zdrowia.

 

 - To przez moją osobowość - mówi prezydent. - To wszystko.

W tygodniu, który doświadczył druzgocącego pogorszenia się globalnej sytuacji związanej z pandemią, potwierdzenia rekordowego, ekonomicznego krachu gospodarczego i zdecydowanej próby podsycenia napięć na tle rasowym, w celu zwiększenia wpływów politycznych, Trump zdaje się postępować wbrew zdrowemu rozsądkowi - jest nieobecny i odłączony od przywództwa którejkolwiek z partii, zamknięty w staroświeckich bitwach kulturowych i doświadczający rosnącej utraty popularności wśród wyborców.

Przed piątkiem, szczere oświadczenie prezydenta na temat własnej popularności wydawało się manifestować litanię skarg z powodu ostatnich wydarzeń: Nawet najwierniejsi republikańscy sojusznicy Donalda Trumpa kategorycznie odrzucili jego propozycję przełożenia listopadowych wyborów. W zasadzie niektórzy wyśmiali ten pomysł, który pod wieloma względami był poważną (chociaż nieskuteczną) próbą prezydenta podważenia wyborów

Działacze narodowi, w tym trzech z czterech żyjących poprzedników Trumpa, zebrało się bez prezydenta w Atlancie, aby uhonorować zmarłego republikanina Johna Lewis’a. Puste miejsce dla Donalda Trumpa rzucało się w oczy, chociaż nie było zaskoczeniem. Rozmowy na Kapitolu przebiegały niemal całkowicie bez udziału prezydenta, a same w sobie zwróciły na siebie uwagę przez chaos, który zapanował pośród republikanów, wśród których wielu było niemiło zaskoczonych po tym, jak dowiedzieli się, że Trump uwzględnił w ostatecznym wniosku swoje żądanie dotyczące budowy nowej siedziby FBI.

W piątek, na zebraniu odbywającym się za zamkniętymi drzwiami, przedstawiciele wywiadu pracujący w administracji Trumpa odrzucili możliwość interwencji obcych krajów, poprzez produkcję fałszywych głosów, w wynik listopadowych wyborów – oświadczenie, które zdawałoby się Donald Trump, ogłaszał jednocześnie z sali gabinetowej.

Zdecydowane działania Trumpa w kierunku zdelegalizowania głosowania korespondencyjnego wzbudziły niepokój wśród republikanów, którzy są zaniepokojeni żądaniem prezydenta, aby głosować, można było tylko osobiście. Jak twierdzą, takie działania będą służyły jedynie obniżeniu frekwencji wśród jego własnych wyborców.

Próby Trumpa w utrzymaniu swojej pozycji jedynie pogłębiły rozłam i doprowadziły do niepokojów, czy aby nie utrudnia on swojej partii możliwości rozwoju. Długim lekceważeniem Waszyngtonowego establishmentu, Trump pokazał, że niewiele znaczy dla niego to, że jego ruchy stawiają sprzymierzeńców w niezręcznych pozycjach lub oddzielają go od przyjętych dawno temu norm.

Oprócz samej różnicy „osobowości”, przykłady „nielubienia” Trumpa wskazują na izolację prezydenta w jego własnym świecie pełnym teorii spiskowych i wątpliwej nauki, co przekłada się na coraz mniejszą i mniejszą rzeszę ludzi gotowych za nim podążyć.

Jako próba polepszenia nastroju prezydenta, doradcy Trumpa stawali na głowach, aby zorganizować mniejszych rozmiarów, piątkowe wydarzenie polityczne na rozgrzanym asfalcie Florydy, gdzie Donald Trump przemawiał do tłumu, w większości nie noszącego maseczek i stojącego od siebie w niewielkich odległościach. Inne wydarzenia zaplanowane przez prezydenta w tym stanie zostały odwołane z powodu burzy.

Wydarzenie pokazało to, co przedstawiciele Białego Domu opisują jako tymczasowy wysiłek mający na celu zaplanowanie wystąpień dla Trumpa, które pozwalają mu nacieszyć się przynajmniej jakimiś pochlebstwami. Jego kampania pozostaje zawieszona, a po akceptacji spotkania twarzą w twarz z wyborcami, jego przemowa została dosłownie storpedowana.

Przedstawiciele Białego Domu wciąż ważą opcje dla Trumpa, jak powinien przyjąć oficjalną nominację. Pewna osoba, mająca doświadczenie w planowaniu powiedziała, że powinno się to odbyć przy uwzględnieniu oszacowania miejsc w kraju, gdzie mógłby uzyskać największą oglądalność. Zadanie to, niestety, okazuje się być trudnym, gdyż Trump nalega na coś dramatycznego. Współpracownicy natomiast pracują na pohamowaniu jego oczekiwań dotyczących skali potencjalnych miejsc.

Te same osoby twierdzą, że Trump dorósł do tego, by zauważyć, jak niebezpieczne, polityczne zagrożenia stworzył sam dla siebie na sto dni przez wyborami. Kiedy rozmawia on z przyjaciółmi, lista jego żali jest długa, a powody do narzekań liczne, natomiast chęci lub zdolności do zmiany obranego kursu – minimalne.

 

Donald Trump wyraził na wiele sposobów „nikt mnie nie lubi” w przeciągu ostatnich, kilku miesięcy. Ludzie, którzy z nim rozmawiali, opisują go jako humorzastego prezydenta sprowadzonego na ziemię przez pandemię, który czuje, że nadal trzyma w rękach kontrolę. Podczas czwartkowej przemowy, Trump wydawał się zrezygnowany faktem, że przypadki zakażeń koronawirusem wciąż rosną, dodając, że to prawdopodobnie nie jest niczyją winą, a już najmniej jego samego.

- To tak po prostu jest - powiedział prezydent.

Czołowi republikanie, spośród których wielu porzuciło nadzieję, że Trump zaprezentuje cokolwiek, co przypominałoby spójny, narodowościowy plan walki z wirusem, dawno temu zadecydowali, aby propagować noszenie maseczek i trzymanie dystansu społecznego bez przewodnictwa Trumpa. Jedna z osób, które wciąż wierzyły w prezydenta – republikanin Louie Gohmert z Teksasu – był zarażony wirusem, co wyszło na jaw po testach przeprowadzonych w Białym Domu.

Zamiast unikać pytania lub zaprzeczać, że nic nie wiedziało się o czwartkowym poście Trumpa na Twitterze wskazującym przełożenie wyborów – strategia, która była stosowana wcześniej, gdy prezydentowi wymsknęło się coś niestosownego lub żenującego – tego tygodnia, niemal każdy republikanin od razu odrzucił tę koncepcję.

- Nie sądzę, że jest to szczególnie dobry pomysł – powiedział senator, republikanin senator Lindsey Graham - nieformalny doradca prezydenta.

- Przeczytałem to i zacząłem się śmiać. Pomyślałem – mój Boże, to pochłonie masę ludzi – powiedział republikański senator Kevin Cramer. – Dawno temu przestał mnie zaskakiwać, tym co robi, a czego inni prezydenci nigdy by nie zrobili. Niemniej jednak rozumiem też, dlaczego to robi, a jego obóz to uwielbia.

Na Kapitolu, feralny dzień wyborów wypływa na pierwszy plan, tak jak i administracyjny wniosek, aby przeznaczyć 1.75 miliarda dolarów (ok. 6.5 miliarda złotych) z budowy nowego budynku FBI na fundusz pomocy dla osób poszkodowanych przez koronawirusa – długotrwałe zobowiązanie prezydenta, które zostało okrzyknięte przez jego oponentów, jako budzące wątpliwość na tle etnicznym.

Republikanie zwyczajnie potępili wniosek, twierdząc, że nie ma on sensu jako projekt ustawy i może jedynie powiększyć bezrobocie o miliony niezatrudnionych Amerykanów, których życia zostały zniszczone przez niekontrolowaną pandemię.

- Mamy tutaj do czynienia z mnóstwem niepowiązanych ze sobą spraw - powiedział republikanin Sen. John Cornyn odnosząc się do wniosku, o którym informacja była dla niego zaskoczeniem.

Lider większości Stanów Zjednoczonych Mitch McConnell, który również był zszokowany tym faktem, zrozumiale nazwał go „nieistotnym”. Nie udzielając żadnego wsparcia, Biały Dom ostatecznie oznajmił, że nowe pieniądze nie stanowiłyby o złamaniu postanowień.

Pomimo tego, od środy, izolacja Trumpa od liderów własnej parti - wierzących w uratowanie tego, co zapowiada się jako ciężki listopadach – wydawała się przypieczętowana. Na pokładzie Air Force One, Trump przekazał współpracownikom, że nie będzie interweniował w prawybory w Kansas, nawet po tym, jak usłyszał głosy uznania od swojego politycznego ugrupowania i lidera Republikanów, że kontrola Senatu byłaby zagrożona, jeśli zwyciężyłby konserwatywny podżegacz Kris Kobach. Ruch ten wydawał się kolejnym odcięciem się od prezydenta, którego polityka zwykle nie wybiega poza obszar jego własnych interesów. Chociaż nieobecność Trumpa na pogrzebie Lewisa w czwartek nie była zaskoczeniem, biorąc pod uwagę niechęć obu mężczyzn do siebie, to jednak odzwierciedla to niecierpliwość Trumpa do rytuałów politycznych, które nie obracają się wokół niego.

Współpracownicy nigdy nie oczekiwali od Trumpa, aby dołączył do swoich poprzedników – prezydenta Baracka Obamy, George W. Busha i Billa Clintona – w trakcie uroczystości pogrzebowych. Mimo to kilku przedstawicieli Białego Domu było zaskoczonych, kiedy Trump, w poniedziałek, kategorycznie odrzucił możliwość podróży do Kapitolu, gdzie zostały tymczasowo złożone zwłoki Lewisa. Niektórzy szybko zaczęli rozważać pojechanie tam na własną rękę, aby oddać hołd. Wszyscy trzej byli prezydenci zgłosili swoje uwagi, które mogły być odczytane jako ukryte nagany na temat tego, jak Trump odnosi się do funkcji, którą oni niegdyś sprawowali.

- To o Amerykę walczył John Lewis i to Ameryka, w którą ja wierzę. Różnice w opiniach są nieuniknionymi elementami i dowodami działającej demokracji – powiedział Bush, ostatni, nie licząc Trumpa, republikański prezydent.

Zaprzeczając tradycyjnym drogom afirmacji, Trump zaczął szukać gdzieindziej. Sfrustrowany faktem, że jego ulubiony niegdyś kanał Fox News woli przeprowadzać wywiady z demokratami, Donald Trump wybrał skrajnie prawicowy OAN, jako swoje preferowane miejsce w telewizji i przeprowadził w tym tygodniu rozmowę z szefem stacji na temat hydroksychlorochiny, środka zwalczającego malarię, który jak usilnie twierdzi Trump, działa również przeciwko koronawirusowi. Jak podają ludzie zaznajomieni z przebiegiem rozmów - nawet pomimo prób współpracowników do zwrócenia uwagi Trumpa z powrotem na problem pandemii, ten nadal sugeruje się słowami ludzi, którzy podważają słowa ekspertów ds. zdrowia i podają w wątpliwość ich podejście do problemu pandemii.

Grupa lekarzy, którzy wypromowali hydroksychlorochinę i rzucili cień wątpliwości na decyzję wprowadzenia lockdownu, jako środka mającego zatrzymać rozprzestrzenianie się wirusa, zostali zaproszeni w środę do Białego Domu na spotkanie z vice prezydentem Mikiem Pence. Opublikowane nagranie z konferencji prasowej zostało szybko usunięte z mediów socjalnych za naruszanie zasad dotyczących szerzenia dezinformacji.

Autor: 
Tłumaczenie: Eryk Salamon
Źródło: 

edition.cnn.com/2020/08/01/politics/donald-trump-allies-election/index.html

Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama